Thursday, March 17, 2011

Hipokryzja nowoczesnego niewolnictwa

W starożytności właściciele niewolników co najwyżej byli dumni, całkiem otwarcie, z posiadania niewolników, czyli ludzi, którzy musieli na nich pracować. Nic pięknego, ale przynajmniej posiadacze niewolników sprawę stawiali otwarcie.

Kiedyś państwa były własnością króli (z grubsza mówiąc). Król nie ściągał podatku dla biednych lub dla dobra powszechnego, lecz bez kłamania ściągał podatki dla siebie.

Dziś biurokratyczna hołota, zniewalająca społeczeństwo, ocieka hiprokryzją. Oni ściągają podatki jakoby nie dla dalszego, jeszcze silniejszego podporządkowania sobie społeczeństwa, o nie, skądże - oni muszą zawsze bełkotać o "wyższych i szlachetnych" celach, jak pomoc biednym, edukacja, nauka, opieka zdrowotna... Przy tym niszczą każdą z tych dziedzin, skazując na nędzę i zależność od rządu jak najwięcej oduczonych od pracowania ludzi (takich najłatwiej kontrolować, i tak głupków zwanymi "liberałami" głupków).

Biurokratyczny system tworzy fortuny z niczego, z czystego złodziejstwa finansowego, a ludzie męczą się, cierpią. Przykładem jest sforsowana przez Billa Clintona super machlojka pożyczek bankowych na domy, która była bodajże bezpośrednim, może wręcz głównym powodem obecnego kryzysu gospodarczego.

Gdyby chodziło o zabranie pieniędzy bogatym, i danie tych pieniędzy biednym, na edukację, itd, to dlaczego koniecznie trzeba te pieniądze najpierw dać rządowi ??? !!! Dlaczego jedyna metoda pomagania ludziom musi (według zasmarkanych "liberalów") zawsze prowadzić poprzez podatki na biurokrację, dlaczego? Dlaczego nie chcą się nauczyć z doświaczenia wielu dziesięcioleci? Skąd taki brak wyobraźni, takie ograniczenie i otumanienie? Odpowiedź jest prosta. Bo wcale nie są zainteresowanie w celach, które hipokrytycznie głoszą. Są zainteresowani wyłącznie w kontrolowaniu czyli zniewalaniu bliźnich. Taka jest prawda OBIEKTYWNA.

Przecież bogaci mogliby, i tak by czynili, pod presją społeczną wydawać te pieniądze bezpośrednio na jedzenie i mieszkania dla biednych, na stypendia dla studentów, na laboratoria szkolne i akademickie, ... Instytucje by to publicznie kwitowały. Z łatwością znaleźliby się zapaleńcy, którzy by te publiczne informacje z Internetu zebrali, zorganizowali w przejrzyste tabele, ... i z powrotem opublikowali w Internecie. Bez żadnej marnacji na urząd podatkowy i parlamentarzystów (:-) efekt byłby stokroć lepszy, bo nie pasłoby się raka biurokracji. Prawdopodobnie przekazaliby bogaci na zbożne cele o wiele więcej niż w sumie na podatki i na filantropię. Prześcigaliby się. Staraliny się być na czele filantropistów. Bowiem nie musieliby wydawać tyle na prawników i ksiegowych. Przede wszystkim dlatego, że zamiast bawić-chrzanić się z urzędem podatkowym, wielu ambitnie bawiłoby się właśnie w filantropię.

Przecież w Kongresie Amerykańskim Demokraci narzekają, że bogaci często na podatki wydają ... ZERO. Że płacą mniejszy procent od klasy średniej. Oczywiście że tak. To ich zabawa. Od tego maja prawników. Od tego mają też między innymi demokratycznych parlamentarzystów, żeby im się - bogatym - krzywda nie stała.




Co jakiś czas rząd niby próbuje się zredukować. To tak jakby rak co jakiś czas robił sobie po brzegach minichemoterapię i lokalne operacje chirurgiczne. Jak pisałem na Poland-L w 1990 roku, jedyna metoda na raka biurokracji, to odciąć dopływ krwii, zamożyć, czyli pozbawić podatków. Wszystko co niby dla ludzi robi rząd, ludzie mogą sto razy lepiej robić sami. Gdy na przykład chodzi o ubezpieczenia lekarskie, to przecież i tak ludzie ludzi ubezpieczają. Więc sami powinni to robić, bez rządu i bez wielkich firm ubezpieczeniowych, bez marnowania ponad 95% swoich pieniędzy na raka biurokratycznego, bez niszczenia jakże ważnej relacji z lekarzami. Gdy chodzi o edukacje, to Obama chce wydać biliony dolarów nie na polepszenie nauczanie (o czym zielonego pojęcia nie ma), lecz na rozbudowany system oceny efektywności edukacji, by biurokratycznie i skomplikowanie bawić się w przelewanie pieniędzy pomiędzy stanami. Uczniom i rodzcom potrzebna jest edukacja, a nie ocena skuteczności edukacji przez biurokratów. Wszystko jedno biliony ich dolarów - rodziców, i innych obywateli - pojdzie na biurokrację wypełniającą formularze oceniające "efektywność", potrzebną wyłącznie biurokracji, a nie uczniom. To jest bardzo skuteczny sposób okradania społeczeństwa.

W każdej dziedzinie życia społecznego ludzie mogą i powinni organizować się sami, bez rządowego raka, który każde działanie ludzi zatruwa. Zamiast wkładać być obrotnym (wiedzieć w których stać rządowych kolejkach po to i sio i wszystko), zamiast kręcić i oszukiwać i kraść w systemie biurokratycznym, to powinni rząd odsunąć, kroczek po kroczku, i działać samodzielnie, jak dojrzali ludzie dorośli, a nie jak Homo Sovieticus.

No comments:

Post a Comment