Przepisy weiqi (GO) są znacznie prostsze i czystsze od szachowych, a i tak weiqi jest bez porównania bardziej złożoną grą (gdy chodzi o granie na wysokim poziomie) od szachów. W szachy komputery są dziś szachowo znacznie silniejsze od ludzi. Natomiast w weiqi wybitnie uzdolnione dzieci z łatwością ogrywają najsilniejsze komputery.
Gra LIFE jest niezwykle prosta, a jednak może symulować uniwersalną maszynę Turinga, czyli dokonać tych samych obliczeń, które potrafi najbardiej złożony komputer. Istnieją podobne gry jeszcze prostsze i równie uniwersalne czyli równie w działaniu złożone. Zresztą i przede wszystkim istnieją niezwykle proste uniwersalne maszyny Turinga.
Podobnie głębokie zrozumienie skomplikowanych sytuacji społeczno-ekonomicznych polega na ujęciu ich w proste prawa. Tyle, że byle pętak nadmie się wtedy, i autorytatywnie z arogancką dumą oświadczy: rzeczywistość jest skomplikowana, i wszelkie proste teorie są fałszywe. Daje to mu powód, żeby akceptować rozwiązania komplikowane przez interesowność jednych, brak zrozumienia u drugich, przez konformizm (i komformizm :-), oportunizm, złą wolę, korupcję, złodziejstwo, amoralność.
Oho, muszę lecieć, być może więcej napiszę potem.
Saturday, March 12, 2011
Tragedia - 2009, 2011
Kiedy zabijani są masowo ludzie sprzeciwiający się tyranii, to jest to ich i ich rodzin tragedia, ich przyjaciół i ich środowiska. Każda porażka sił humanistycznych przeciwko nieludzkim jest też ogromną stratą dla jakości życia na całej Ziemi.
Dlatego, gdy w tv słyszę bezdenne, nieskończone paplanie typu "będziemy śledzić rozwój wypadków" lub "w każdym kraju sytuacja jest inna" lub "w tych krajach (muzułmańskich, arabskich) jest wiele zdolnej młodzieży, której należy dać szansę (na wykształcenie i sukcesy)", to robi mi się niedobrze. Ludzie są masowo mordowani, a narcyz z Białego Domu mówi o tym, jakby chodziło o niewinną reformę systemu edukacyjnego, milcząc przy tym na tematy zasadnicze, owijając prawdę w bawełnę. (Na przykład woli sugerować, że to w Stanach jest rasizm, czy w ogóle zła sytuacja pod każdym względem, niż że rasizm i drastyczny brak tolerancji religijnej panuje w krajach muzułmańskich; terrorystów też po imieniu nie nazwie terrorystami, ani nie powie kim są).
Wszelacy eksperci, reporterzy, politycy, generałowie, ..., rozprawiają o interwencji amerykańskich i innych oddziałów lądowych, ze słuszną konkluzją, że lepiej nie okupować krajów. Rozpatrują "no fly zone" (strefę bez lotów samolotowych i helikopterowych). To już jest o wiele prostsze, ale wciąż trudne. Zresztą nasz narcyz z Białego Domu zbyt kocha tych wszystkich tyranów, woli z nimi prowadzić biesiady dyplomatyczne. Więc tylko ogranicza się do przydługich, nudnych paplań. A czas leci, szpitale są bombardowane z helikopterów, w cywili strzela się pociskami rakietowymi.
Nie jest na przykład moją rolą podawać najcelniejsze rozwiązania. Nie mam informacji o wielu technicznych możliwościach. Od tego powinni być doradcy liderów. Jednak z miejsca nasuwa się, że raz i drugi proste zbombardowanie Gaddafiego ogromnie ulżyłoby opozycji, wielce utrudniając Gaddafiemu działalność (wojskową i wszelką), dając mu sygnał, że tego konfliktu absolutnie nie wygra, że źle skończy (jak Saddam) - prawdopodobnie szybko zwiałby do jakiejś Wenezueli czy gdzie tam.
Oczywiście należało z miejsca, i dalej należy, zbombardować militarne lotniska w Libii (i inne instalacje wojskowe).
Pożyteczna też byłaby akcja, powiedzmy 36 lub 48 godzinna, wojsk wyborowych (amerykańskich lub NATO). Zniszczyliby, ile by się dało, wojskowych instalacji i sprzętu wojskowego armii Gaddafiego (a po 36 lub 48 godzinach wycofaliby się).
Również znaczenie psychologiczne takich akcji, choćby negatywne na innych tyranów i ich świty, i pozytywne na opozycję przeciwko tyranii, byłoby ogromne.
Dlatego, gdy w tv słyszę bezdenne, nieskończone paplanie typu "będziemy śledzić rozwój wypadków" lub "w każdym kraju sytuacja jest inna" lub "w tych krajach (muzułmańskich, arabskich) jest wiele zdolnej młodzieży, której należy dać szansę (na wykształcenie i sukcesy)", to robi mi się niedobrze. Ludzie są masowo mordowani, a narcyz z Białego Domu mówi o tym, jakby chodziło o niewinną reformę systemu edukacyjnego, milcząc przy tym na tematy zasadnicze, owijając prawdę w bawełnę. (Na przykład woli sugerować, że to w Stanach jest rasizm, czy w ogóle zła sytuacja pod każdym względem, niż że rasizm i drastyczny brak tolerancji religijnej panuje w krajach muzułmańskich; terrorystów też po imieniu nie nazwie terrorystami, ani nie powie kim są).
Wszelacy eksperci, reporterzy, politycy, generałowie, ..., rozprawiają o interwencji amerykańskich i innych oddziałów lądowych, ze słuszną konkluzją, że lepiej nie okupować krajów. Rozpatrują "no fly zone" (strefę bez lotów samolotowych i helikopterowych). To już jest o wiele prostsze, ale wciąż trudne. Zresztą nasz narcyz z Białego Domu zbyt kocha tych wszystkich tyranów, woli z nimi prowadzić biesiady dyplomatyczne. Więc tylko ogranicza się do przydługich, nudnych paplań. A czas leci, szpitale są bombardowane z helikopterów, w cywili strzela się pociskami rakietowymi.
Nie jest na przykład moją rolą podawać najcelniejsze rozwiązania. Nie mam informacji o wielu technicznych możliwościach. Od tego powinni być doradcy liderów. Jednak z miejsca nasuwa się, że raz i drugi proste zbombardowanie Gaddafiego ogromnie ulżyłoby opozycji, wielce utrudniając Gaddafiemu działalność (wojskową i wszelką), dając mu sygnał, że tego konfliktu absolutnie nie wygra, że źle skończy (jak Saddam) - prawdopodobnie szybko zwiałby do jakiejś Wenezueli czy gdzie tam.
Oczywiście należało z miejsca, i dalej należy, zbombardować militarne lotniska w Libii (i inne instalacje wojskowe).
Pożyteczna też byłaby akcja, powiedzmy 36 lub 48 godzinna, wojsk wyborowych (amerykańskich lub NATO). Zniszczyliby, ile by się dało, wojskowych instalacji i sprzętu wojskowego armii Gaddafiego (a po 36 lub 48 godzinach wycofaliby się).
Również znaczenie psychologiczne takich akcji, choćby negatywne na innych tyranów i ich świty, i pozytywne na opozycję przeciwko tyranii, byłoby ogromne.
Subscribe to:
Posts (Atom)