Mamy, a w każdym razie ja miałem wiele okazji w życiu, żeby wprowadzać nowe nazwy. Mam na myśli okazje prozaiczniejsze od płodzenia dzieci. Zgrabne, celne nazwy sprawiają przyjemność. Mamy z nimi do czynienia na co dzień, więc zależy od nich jakość naszego życia.
Początkowo miałem nazwać ten blog: prebuzz. Brzmiało to brzydko, więc zacząłem przygotowywać usprawiedliwienia (wymówki) i niby uzasadnienia, że nie jest tak strasznie. Mówiłem w myśli przyszłym czytelnikom (komu? - jak dotąd nie przyciągałem czytelników, a tylko kilku życzliwych znajomych internetowych zapisywało się do mnie, ja do nich, i czasem nawet zerkali na jakiś tekst, ale kto miałby czas na takie głupstwa?), więc mówiłem:
nie zważajcie uwagi na syntaks, nie parsujcie, czytajcie tę nazwę prebuzz jednym tchem, jak zwykłe słowo, jak na przykład przesąd, przegląd, przejazd, przystań, ...
Od moich wymówek i ściemniań nazwa nie robiła się ani trochę ładniejsza. No to nazwałem ten blog: przeciąg
Mała rzecz, a cieszy! :-)
Oczywiście "rebus" te mi się kojarzył, ale nic o tym nie mówiłem wyimaginowanym czytelnikom, gdyż "rebus" jest równie brzydki jak "prebuzz".
ReplyDelete